Bridget Jones w powyciąganej
piżamie upojona winem śpiewa z Celine Dion dramatyczne All by myself. Magda M
po kolejnym zawodzie miłosnym wraca do pustego m, zawija się w swój ulubiony
szlafrok z weluru i pochłania w smutku lody z popcornem. Zrozpaczona Scarlett
O’Hara krzyczy do odchodzącego Rhetta Butlera: „Jeśli ty odchodzisz, gdzie ja
mam się podziać? Co mam robić?!”
Po rozstaniu miałam w głowie spam
takich właśnie obrazów, dźwięków i wyobrażeń o tym, jak kobieta zachowuje się
(powinna się zachowywać?) w takiej sytuacji, jak powinna rozpaczać i czuć się
niczym ofiara miny przeciwpiechotnej pozbawiona kluczowego dla życia członka…
Na szczęście przez to wysypisko stereotypów i fejków przebiła się z impetem moja
uśpiona do tej pory wewnętrzna Wonder Woman, strzeliła z lasera w cały ten
bajzel i krzyknęła: „Tym razem zrób to inaczej, girl!” I tak zaczął się bardzo
odkrywczy tydzień mojego życia, który postanowiłam tutaj opisać jako 7 sposobów
na godne życie po.
Dzień 0. Dzień Rozstania. Wyjdź do
ludzi!
Tak, wiem, to jest ostatnia rzecz,
na jaką masz teraz ochotę. Najchętniej wskoczyłabyś pod kocyk, wrzuciła na
zapętleniu piosenki do żyletki i zanurzyła się w smole
czarnych myśli o sobie, tym złym świecie i niedoskonałym gatunku męskim. STOP!
Faza kłębka kusi swoim czarem porozstaniowej żałości i inercji, ale czy nie
lepiej w tej sytuacji zdać się na ręczne sterowanie zamiast na automatykę
reagowania? Zrób na sobie taki eksperyment i jeszcze tego samego dnia wypuść
się po prostu na wolność – idź na wystawę, posiedź na kocyku w parku, zjedz coś
dobrego na zlocie foodtrucków. A wieczorem dołącz do Twojej przyjaciółki i
przypomnij sobie, jak dobrze jest porozmawiać z kimś, kto Cię rozumie, i
wspólnie poznawać nowych ludzi.
Dzień 1. Otwórz drzwi smutkowi
Po pierwszym dniu pełnym silnych
emocji i przeżyć bardzo prawdopodobnie pojawi się naturalny spadek nastroju. To
twój smutek po rozstaniu, który niczym akwizytor będzie wytrwale pukał do
Twoich drzwi, dopóki mu nie otworzysz. Wpuść go, posadź na fotelu, zaparz dobrą
herbatę i porozmawiaj z nim, powspominaj, ponarzekaj, a może na końcu rozmowy
okaże się, że nie jest taki zły i nieznośny,
jak go zazwyczaj malują. Pewnie jeszcze nieraz pojawi się ze zwieszoną głową,
dzierżąc pod pachą album ze zdjęciami utraconego szczęścia – za każdym razem
przyjmij go i okaż cierpliwość, zrozumienie i empatię. Podziękuj temu, co było - i 'dobre', i 'złe' - bo zawsze było twoim nauczycielem.
Dzień 2. Merdający terapeuta
Jeśli masz psa – on już od Dnia 0
będzie Cię wspierał swoją radosną psią energią, a jeśli kota – nie będziesz
mogła się odgonić od jego mruczenia i przytulania. A jeśli nawet kozę, na sam
widok jej niezdarnych bryknięć, będzie Ci miękło serce. Generalnie, zwierzęta cały
czas wyczuwają i odbierają nasze emocje, są naszymi bliskimi towarzyszami życia
i w tak trudnych chwilach okazują się też wspaniałymi przyjaciółmi i
terapeutami. Bo nie oceniają. Bo nie mówią Ci: ‘Grażyna, co ty najlepszego
zrobiłaś!’ Bo akceptują Cię bezwarunkowo. Bo dają czystą miłość i dobroć. Jeśli
nie masz swojego milusińskiego, daj się wyciągnąć przez swoją przyjaciółkę, mamę szalonej
Jack Russell terrierki, na spacer, który naładuje Cię pozytywną energią.
Dzień 3. W królestwie śrubek
Muszę przyznać, że zupełnie
nieoczekiwanie dla mnie samej, w tym dniu znalazłam się w labiryncie regałów
Leroy Merlin. Plan był, jak mi się wydawało, ambitny – kupić
papier ścierny, śrubki, kombinerki i haczyki. Postanowiłam ogarnąć ten temat
sama, bez zaczepiania jakże ‘pomocnych’ Panów z obsługi. Każda znaleziona
samodzielnie rzecz dodawała mi skrzydeł i pewności siebie. Ze sklepu
wychodziłam więc na pozytywnej ‘śrubie’ podkręconej świadomością, że z tzw.
męskimi sprawunkami poradziłam sobie sama, więc czemu nie miałabym sobie
poradzić teraz bez tego męskiego ramienia?
Dzień 4. Akcja detonacja
Po tych kilku dniach własnych
działań i eksperymentów przyszedł czas na cotygodniową sesję terapeutyczną. I
całe szczęście! Okazało się bowiem, że za fasadą zaradności i samodzielności
schowało się kilka niewyrażonych emocji oraz dziwnych myślokształtów, co więcej
– w całym tym procesie ciało dostało niezły wpier*** i pospinało się
niemiłosiernie. Trzeba było więc wyciągnąć zawleczkę i w bezpiecznych warunkach
zdetonować granat bulgoczących pod powierzchnią uczuć i emocji, a potem dać
sobie dużo przytulenia i ukojenia. Niech będzie pozdrowiony Alexander Lowen,
który opracował metodę terapeutyczną pozwalającą na takie właśnie uwolnienie
poprzez pracę z ciałem.
Dzień 5. Jedz, jedź, leć
Ok, czas na dopieszczenie zmysłów i
aktywny wypoczynek w dobrym towarzystwie. Ja postawiłam na
naleśnikowo-truskawkowy brunch z moją kumpelą, który potem radośnie spaliłyśmy
na wyprawie rowerowej na miasto, zaliczając też przystanki na lody czy na
obiad. Ten cudowny dzień pełen poczucia radości i wolności zakończyłyśmy
plażingowo popijając piwerko i omawiając tzw. sprawy bieżące. Ale najbardziej z
tego dnia zapamiętałam moment, w którym spontanicznie z mojej piersi wyrwało się:
‘Jestem szczęśliwa!’ - bo naprawdę tak się poczułam!!!
Dzień 6. Chroń to, co masz
To był intensywny tydzień, w czasie
którego odkryłam na nowo swoją moc, kreatywność i potrzebę dobrej zabawy, i –
co równie ważne – mogłam liczyć nie tylko na siebie, ale na przyjaciół, którzy
w newralgicznym momencie nie zawiedli. Jeśli tak jak ja, też tego doświadczysz,
wyraź wdzięczność sobie i im, i pamiętaj o tym, kiedy w następnym związku
będzie Cię kusić, żeby zamknąć się ze swoim partnerem w czterech ścianach i
olać siebie, swoje potrzeby i swoich przyjaciół. To jest dzień na
skonsolidowanie tego, co się do tej pory wydarzyło, i obranie kierunku na nowe
przeżycia, nowe znajomości i nowe możliwości.