Jako posiadaczka nieco zaniedbanego wewnętrznego dziecka nigdy
nie byłam szczególną fanką bajek, a Disney kojarzył mi się zazwyczaj z różowymi księżniczkami marzącymi o księciu
na białym koniu i osiągającymi spełnienie, gdyż już taki się objawił i
szaleńczo w nich zakochał – czyli stereotyp goni stereotyp, a mózg młodej
widzki jest prany, odsączany i na koniec jeszcze wirowanie na pełnych obrotach.
Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – która z nas nie potrzebuje czasem takiego
różowego odlotu, takiej ucieczki w świat baśni, miłości i przygody? Kierowana
taką właśnie potrzebą i lekko poirytowana ubogą ofertą filmową Netflixa
sceptycznie kliknęłam na „Vaianę: skarb oceanu”, by po prawie 2 godzinach
stwierdzić z ogromnym zaskoczeniem – Disney został feministą! Opowiedziana w
tym filmie historia zgrała się bowiem niemalże idealnie z dywagacjami sławnej
antropolożki Clarissy Pinkoli Estes na temat dzikiej natury kobiety w jej
książce „Biegnąca z wilkami” w rozdziale, w którym analizuje ona legendę o
Sinobrodym. Naprawdę długo nie kumałam, o co tak naprawdę chodzi w tej legendzie
i nigdy bym nie przypuszczała, że klucz do jej zrozumienia podsunie mi
disneyowska bohaterka😊
Sinobrody vs Srogowładny
Według legendy Sinobrody to okrutna postać, która uwodzi
młodą, naiwną kobietę, zwabia ją do swojego pięknego zamku i obiecuje życie na
bogato pod jednym tylko warunkiem – pod jego nieobecność kobieta ma zakaz
używania małego kluczyka, który otwiera jedną z komnat. Czyż można jeszcze
okrutniej zadrwić z ludzkiej ciekawości? Oczywiście, już przy pierwszej okazji
kobieta wraz ze swoimi siostrami robi sobie tour po zamku w poszukiwaniu
tajemniczej komnaty, a gdy ją znajduje i otwiera, z przerażeniem odkrywa, że
rozkładają się tam byłe jej faceta – szok! Sinobrody po powrocie do zamku
naturalnie o wszystkim się dowiaduje, robi jej niezłą awanti i próbuje dołączyć
ją do swojej niechlubnej kolekcji gnijących byłych żon. Kobieta jednak go
przechytrza i wzywa na pomoc swoich braci, którzy ostatecznie typa ubijają.
Estes przywołuje tę legendę, żeby uświadomić kobietom istnienie czyhającego drapieżcy w ich psychice. Lecz kim on
jest? Skąd się tam wziął? Jak z nim postępować?
Tutaj z pomocą przychodzi historia Vaiany – dziewczynki,
która miała zostać przykładną „stacjonarną” przywódczynią pewnej maoryskiej
wioski, ale los rzuca ją na wzburzone wody oceanu z ważną misją do wypełnienia.
Od dziecka marzyła o wypłynięciu poza rafę, czuła zew oceanu, ale surowy ojciec
zawsze stanowczo zakazywał jej nawet o tym myśleć i z amwayowskim zacięciem
zachwalał rajskie życie na wyspie. Vaiana ulega początkowo jego woli, ale
wkrótce wioska zmaga się z zarazą kokosów – głównego pożywienia mieszkańców – i
opustoszałymi łowiskami. To, oraz mądre przewodnictwo babci Vaiany, ostatecznie
popycha ją do wyruszenia poza rafę i odnalezienia tam ratunku dla siebie i swojej
wioski.
Kim jest drapieżca w
Twojej głowie?
Posługując się terminologią matriksową – to zręcznie
zainstalowany program, który pozwala Ci działać w środowisku ‘rajskiego
jabłka’, ale gdy tylko próbujesz zmienić je na środowisko ‘otwartego okna’
wywala Ci alert o zagrożeniu. Co więcej, prawdopodobnie sama instalujesz jego
aktualizacje. Innymi słowy, dopóki zgadzasz się na życie w złotej klatce, nie
uruchamiasz swojej dociekliwości i zapadasz się w fotelu konformizmu, życie
niby jest ok. Ktoś pokazał Ci świat, obiecał obfitość, ale postawił jeden
twardy warunek – nie podążaj za głosem swojej duszy, nie próbuj poznać, nie
wypływaj z bezpiecznej przystani. Mniej lub bardzie świadomie zgodziłaś się na
to. Lecz nieuchronnie przychodzi czas nudy, stagnacji, wyjałowienia duszy,
powiększającej się pustki po niespełnionych potrzebach, marzeniach i celach.
Otwierasz komnatę i widzisz trupy swoich porzuconych ambicji i planów
życiowych; otwierasz kokos i widzisz w jego gnijącym wnętrzu swoje niezrealizowane
pomysły i pragnienia; zrywasz rajskie jabłko, nadgryzasz i otwierają Ci się
oczy…(to już nawiązanie do innej „legendy”). Kto jest autorem tego programu?
Ten, kto wzbudza w Tobie strach, kreuje się na silniejszego, operuje zakazami,
trenuje Cię do bycia miłą i uległą, podważa twoją wiarę w twoje możliwości lub
po prostu ignoruje Ciebie i twoją indywidualność, często robiąc to pod
przykrywką troski lub z pozycji autorytetu. A potem program działa już sobie w
tle i sukcesywnie zagłusza Twoją pierwotną intuicję. Do czasu, gdy… zdjęta
szokiem poznania postanawiasz zasadzić się na drapieżcę!
Who you gonna call?
Żona Sinobrodego wzywa na pomoc swoje siostry i swoich
braci. Vaiana wyrusza na ocean za namową babci w poszukiwaniu pół-boga Maui,
który ma jej pomóc w uwolnieniu wioski od zarazy. Każda z bohaterek w obliczu
wyzwania odwołuje się więc zarówno do mądrości i energii żeńskiej, jak i do
mądrości oraz energii męskiej. Zachowując swoją kobiecość, łagodność, intuicję
przyzywają swojego animusa - energię
działania i determinacji, żeby wypełnić swoją misję tj. poznać siebie, odkryć
swoje umiejętności, ale i też słabości, sprawdzić się w działaniu - czyli po
prostu uwolnić się spod jarzma uwewnętrznionego drapieżcy. Do tej pory były
naiwnymi dziewczynkami wypełniającymi wolę swoich rodziców, żyjącymi pod
kloszem, nie znającymi natury męskiej, nieświadomymi zjawisk i zagrożeń świata
zewnętrznego, a przede wszystkim nie mającymi pojęcia o swojej intuicji i mocy.
Gwałtowne wydarzenia, których są świadkami i protagonistkami, ruszają ich świat
w posadach i stają się mostem prowadzącym do świadomości i dojrzałości.
Drapieżca – ostateczne
starcie
Jest piękna scena w disneyowskiej produkcji, kiedy to Vaiana
idzie na czołówkę z demonem ziemi i ognia i powstrzymuje go przed atakiem swoją
mocą, pewnością siebie i miłością. Nie walczy z nim, nie ciska gromami złości,
lecz sprytnie unika jego ciosów, aby na koniec buntowniczo stanąć z nim twarzą
w twarz i zauważyć jego czuły punkt domagający się zauważenia i uleczenia. Ostatecznie
okazuje się bowiem, że demonem tym stała się niegdyś piękna wyspa –
przedstawiona w postaci kobiety, której Maui podstępnie wykradł serce. I to
jest najlepsze, co można zrobić ze swoim drapieżcą – zauważyć, zmierzyć się z
jego siłą i furią, skonfrontować i spróbować zrozumieć, skąd się wziął i czemu sieje
takie spustoszenie. Odebrać od niego naszą energię, którą się żywił, i
wykorzystać ją do nasycenia głodu duszy pragnącej czuć, doświadczać, żyć. A
żeby to zrobić, niezbędne jest otworzenie drzwi komnaty/ wypuszczenie się na
nieznane wody oceanu i zmierzenie się z wyzwaniami, które tam na nas czekają.
Clarissa Pinkola Estes „Biegnąca z wilkami. Archetyp Dzikiej
Kobiety w mitach i legendach” (2001)
Vaiana: Skarb oceanu (2016)

Panno spod znaku Raka - piekny tekst o kobiecości, sile i odwadze w wyjściu poza utarte schematy.
OdpowiedzUsuńPrzywołało to na myśl wynurzenia, które kiedyś zaprzątały moja głowę http://joquest.blogspot.com/2013/09/dlaczego-bog-sie-boi-kobiet.html.
Joanno, bardzo jestem rada, że spotkał się z Twoim uznaniem. I bardzo chętnie zanurzę się w Twoje wynurzenia:)
Usuń